Oj ciężko mi było zebrać się do napisania posta. A to zmęczona, a to zarobiona, a to się nie chciało.
Ale ślub coraz bliżej, a i Wy pytacie jak tam przymiarka itd.
No więc przymiarka bomba!!! Suknia leży super, wyglądam w niej świetnei i czuję się rewelacyjnie!!!
W domu mam też już toczek, a suknię i bolerko odbiorę w środę przed ślubem.
Makijaż też świetny-jak juz pisałam make up będzie mi robiła siostra Narzeczonego. W środę 9 maja do mnie przyszła i ślicznie mnie umalowała. Delikatnie i ładnie, że aż faceci na ulicy się za mną oglądali;) (seri, nie przesadzam).
Na przymiarce były ze mną druhna M i koleżanka z pracy A. Im też make up się bardzo podobał, nie pozwoliły mi okularów przeciwsłonecznych nawet założyć. I suknią też były zachwycone;)
Po przymiarce wybrałyśmy się do ogródka na piwko, by dziewczyny sie lepiej poznały (bo wcześniej sie nie znały) i by obgadać zarysy Wieczoru Panieńskiego. Było miło i wesoło;)
A na koniec zostawiłam rewelacje o fryzjerze-wielka porażka!!! Poszłam do mojej fryzjerki, która ścina mi włosy i czesała mnie już na wesele mojej siostry. Wzięłam ze sobą zdjęcie fryzury "takiej mniej więcej żeby taka wyszła coś w podobie", wzięłam zdjęcie toczka (bo jeszcze wtedy go nie miałam). No i z tyłu ten koczek-upięcie fajne było, generalnie takie jak na zdjęciu, ale reszta fryzury MASAKRA!!! Włosy mi postawiła, natapirowała, wyglądałam okropnie-jak stara baba:( Brrrr
No ale stwierdziłam-dobra, przynajmniej wiem jakiej fryzury nie chcę.
Ale żeby tego było mało-po wizycie siostry J i umalowaniu mnie patrzę, a tu ta "fryzura" mi się już rozwala. NAjpierw ją tam próbowałam poupinać jeszcze, potem pomyślałam, że pójdę żeby mi poprawiła, a w końcu, że nie chcę żeby mi ją poprawiała bo jest okropna i wczoraj w pracy miałam ładniejszą, a na ulicę tak nie wyjdę. Wypięłam wsuwki, głowę pod prysznic i miałam ładne włoski. No a 80 zł poszlo się ...
No ale powstał znów nowy problem fryzjera, co z fryzurą (po tym jak się uporałam z rozchodzeniem niewygodnych butów).
Różne już tam miałam warianty i pomysły, a w poniedziałek w pracy okazało się, że kolegi znajoma jest fryzjerką i w zeszłym roku nawet jedną dziewczynę od nas na ślub czesała. Ponoć jest świetna. Jestem do niej na wtorek 22 maja umówiona. Mam dobre przeczucia;)) 3majcie kciuki!
Poza tym kupujemy nową wersalkę, tapczan czy jak to tam nazwać, nowe spanie dla mnie i J. Moje jest za wąskie na nas dwoje i jakoś tak nam niewygodnie. W niedzielę byliśmy na giełdzie i już wybraliśmy. W tą niedzielę znów jedziemy, bo trzeba go już zamówić, bo na realizację czeka się 2 tygodnie, a my chcemy by przyjechał przed ślubem. Musimy jeszcze wybrać kolory. Mam nadzieję, że obędzie się bez kłótni i uda nam się wybrac takie żeby się obojgu podobały.
W niedzielę też zaczęliśmy ćwiczyć nasz pierwszy taniec. Narazie trochę porażka, ale trzeba ćwiczyć. Może też jakieś kkroki podejrzymy w internecie?? Nie przejumujemy się tym narazie.
A ćwiczenia chwilowo były zawieszone, bo w poniedziałek J wyjechał na szkolenie i dziś dopiero wraca;) Stęskniłam się już za nim!!
No ale narazie byłam "słomianą wdową" i korzystając z okazji w poniedziałek po siłowni poszłyśmy z M cos przekąsić i poszłyśmy do galerii handlowej;) Kupiłam sobie nowe baleriny pumy. Niestety nie miała okazji ich wykorzystać jeszcze, bo pogoda się skiepściła. I przez to niestety rower zostawiałam w domu, ku mojej wielkiej rozpaczy. NAprawdę aż żal mi jeździć do pracy tramwajem. Chyba uzależniłamsię już od jazdy na rowerze;)
Rower daje takie poczucie wolności!!!
We wtorek spotkały się moje koleżanki i siostra w sprawie planowania Wieczoru Panieńskiego i ciekawa jestem co tam wymyśliły;)
W środę byłam na siłce, a potem zdychałam, bo kobiece comiesięczne boleści nastały. Ale na szczęście jak narazie w tym miesiącu nie jest tak najgorzej.
No i dziś wraca J.
Jutro po pracy jadę do Niego, bo siostra J będzie mi robić maseczkę. Już raz mi ją robiła, ale trzeba ją jeszcze ze 2 razy conajmniej powtórzyć.
Goście też już prawie wszyscy powteirzdili swoje przybycie lub nie. Nawets poro osób odpadło, ale nie mam jeszcze ostatecznej listy.
No i wczorak okazało się, że kucharki podrożały-była cena 95 zł/os, a teraz jest 102 zł, bo żarcie zdrożało.
No i chyba to tyle nowego.
A jeszcze: mama kupiła buty do sukienki na wesele. A kupiła sobie kieckę. M też, ale miała jakieś plamy, które się nie sprały i idzie ją oddać i szukać nowej.
I od M dostałam super spodnie-takie dżinsowe szarawary, bo na nią za małe się zrobiły. Będą świetne jak będzie cieplej na rower do pracy, bo są z cienkiego jeansu;)
Na szczęście pogoda się poprawia i znów rowerem będzie można jeździć, bo już się za nim stęskniłam!!!
No i powiem Wam, że już nei mogę doczekać się ślubu!!!!!!!
I to już tak blisko, tak niesamowicie blisko, że aż trudno w to uwierzyć;)
Zleci.......
pozdr
czwartek, 17 maja 2012
piątek, 4 maja 2012
Rower, buty i zabawa...
Zacznę od zabawy, do której wytypowała mnie KINIA;)
Zasady zabawy:- zdradzić, kto zaprosił mnie do zabawy
- wymienić 5 kosmetyków, bez których nie wychodzimy z domu (podaj nazwy producentów, możesz też zamieścić zdjęcia)
- zaprosić 5 kolejnych blogerek do zabawy
Trochę ciężko mi podać 5 kosmetyków bez, których nie wychodzę z domu, bo chyba tylu ze sobą nie zabieram, ale jak mi nie wystarczy to napiszę o tych, bez których nie mogę się obyć:
1. Puder w kamieniu - Carla- Formuła Hypoalergiczna.
Ja nie używam fluidów żadnych ani podkładów tylko pudru w kamieniu. Ten puder najbardziej lubię, bo składa się on z trzech odcieni beżu: jasnego, ciemniejszego i ciemnego-tak więc w zależności od okazji oraz stopnia opalenia skóry mogę sobie stopniować odcień pudru. Zawsze staram się go mieć w torebce żeby w razie czego przypudrować nosek;)
Narzeczony mówi na mnie czasem: moja pudernica!
Narzeczony mówi na mnie czasem: moja pudernica!
2. Pomadka ochronna NIVEA, najlepiej hydrocare-usta zawsze muszą być nawilżone;))
3. Błyszczyk do ust NIVEA Natural Volume - usta zawsze muszą być nawilżone i błyszczące;)
I to podstawa mojej kosmetyczki, ale czasem w torebce mam jeszcze:
4. Krem do rąk glicerynowy 4 pory roku odżywczo-regenerujący z witaminami o zapachu melona.
Polecam wszystkim, którzy mają problemy z suchymi dłońmi. Nie zostawia tłustej warstwy gliceryny, a nawilża i ładnie pachnie;)
5. Perfumy Mochino I Love Love!!!!!
Mój ulubiony zapach. Uwielbiam go i używam od kilku lat. Niby się powinno zapach zmieniać, ale ten tak mi pasuje, że nie mogę się z nim rozstać. I każdemu też już się ze mną kojarzy;) Uwielbiam!!!
Poza tym zawsze przy sobie mam lustereczko, grzebień lub szczotkę, chusteczki higieniczne i czasem antyperspirant.
A w mojej codziennej kosmetyce nie może zabraknąć, oczywiście poza dużą ilością tuszu do rzęs czarnego eyelinera i balsamu do ciała Dove z błyszczącymi granulkami;))
A zapraszam do zabawy:
1.Kfiatushka
2. Kwiatuszka (Sylwię)
3. Niunię (Kasię)
4. Nabi
5. Limoncellę;))
THE END o kosmetykach
Choć w sumie nie za bardzo-bo w środę mam drugą przymiarkę i wymyśliłam, że tego dnia pójdę też na próbną fryzurę i makijaż. Tak więc o 9 jestem umówiona u fryzjera, a o 11.45 przyjeżdża do mnie siostra J zrobić mi makijaż;)
Co do spraw weselnych jeszcze-dobrze, że wczoraj zajrzałam do umowy z videofilmowaniem, bo wiedziałam, że jakoś miesiąc przed ślubem mieliśmy się z nim spotkać, by ustalić szczegóły filmu, podać godzinę błogosławieństwa, markę i kolor auta co będzie nas wiozło i dać na pendraku 10 mp3 naszych ulubionych piosenek, które będą podkładem. No i patrzę wczoraj w tę umowę, a tam jak byk-spotkanie NAJPÓŹNIEJ DO KOŃCA KWIETNIA-podkreślone jeszcze przeze mnie.
Wybrałam wczoraj 11 pieśni i zadzwoniłam dzisiaj do faceta. No z terminem spotkania ciężko, bo zaczął się sezon komunijny i koleś nie ma czasu, dlatego miało być spotkanie w kwietniu. Tak więc w niedzielne pop ołudnie nam wypadnie do niego jechać.
Wczoraj J przywiózł na spróbowanie bimber na wiejski stół-mama z tata próbowali, bo On był samochodem, a ja po siłce i rowerze to szkoda ścinać białka, zresztą nie miałam wcale chęci.
We wtorek byłam z koleżanką na piwie i było mi po tym bardzo niedobrze, tak więc na alko jakoś nie mam chęci.
No a bimber dobry i zamówiony!
A teraz o butach, bo ostatnio pisałam o strasznej ich niewygodzie. Aż sama nie mogę w to uwierzyć, ale się rozbiły. Wczoraj cały wieczór w nich chodziłam i było spoko. No może nie super jak w adidaskach, ale ok. Pod koniec tylko małe palce mnie bolały, ale i w tym miejscu może się to dopasuje mi do stopy.
KINIA dzięki za radę, w razie czego zaniosę je do szewca. Ale ja tez mam łeb-żeby o oczywistej osobie w przypadku butów nie pomyśleć tj. o szewcu;))) Ale na szczęście miał mi kto podpowiedzieć.
Moja druhna też znalazła parę sposobów, na szczęście już nie muszę ich stosować. Będę jeszcze oczywiście w nich po domu chodziła, żeby się do stopy jak najlepiej dopasowały.
I o rowerze nie mogłabym nie napisać, bo ostatnio zwariowałam na jego punkcie. Przez rower nie myślę wcale o ślubie i sprawach do załatwienia, przymiarkach, stresach itp. Jakoś ślub nie podnieca mnie tak jak rower!!! Na pewno się to zmieni, bo już czuję, że niedługo pierwsze podjaranie minie, ale jak narazie głównie myślę tylko o rowerze. Wszędzie jeżdżę rowerem, do pracy też. W środę zakupiłam sobie kurtkę przeciwdeszczową i dobrze, bo dziś akurat pada.
Wczoraj rano poszłam do kościoła, po kościele na rower i na siłkę, potem prysznic i obiad i poszłyśmy na rower z moją koleżanką-druhną. Wyszłyśmy o 15, a o 19 byłam w domu. Fajnie się jeździło. Oczywiście troszkę tez plotkowałyśmy i zahaczyłyśmy o lodziarnię, ale te 3 i pół godziny to jeździłyśmy. Byłam tak zmęczona, że aż wyczerpana. Ale rano wsiadłam na rower i do pracy.
Zobaczymy jak to będzie w weekend, bo Narzeczony na temat rowera jest bardziej o wiele niż ja zakręcony;)
Już się nie mogę doczekać weekendu, bo rodzice jadą na działkę i J u mnie zostanie. W niedzielę co prawda idzie na rano do pracy, co wiąże się z tym, że o 5 będę musiała wstać i mu zrobić jedzenie do pracy, ale od razu po pracy przyjedzie. Tak więc muszę coś jeszcze super wymyślić na niedzielny obiad.
No to miłego weekendu;)
pozdr
środa, 2 maja 2012
I już za chwilę druga przymiarka sukni
Dawno nic nie pisałam, a sporo się działo i wele razy przymierzałam się do notki, ale wiecznie było brak czasu.
A ten czas tak szybko mija-ostatni post był po pierwszej przymairce sukni, a w pzyszłym tygodniu będzie już druga, i ostatnia!!
A co się działo?? Tak trochę w skrócie:
Po pierwsze były kłopoty z teściem-pewnej niedzieli J przyjechał i powiedział, że Jego ojciec nie wybiera się na ślub i wesele. Nie będę Wam opisywać całej sytuacji pomiędzy J i jego tatą, w każdym bądź razie są pokłóceni. Mimo wszystko dla mnie to nie do pojęcia, żeby ojciec nie był na takiej uroczystości. Ale nieraz już pisałam, że facet jest jakiś dziwny, wydaje mu się, że jest cesarzem w domu, wszystko musi być tak jak on chce, a jak mu się ktoś sprzeciwi to jest jego wrogiem-J się postawił, nieraz miał inne zdanie, którego nie bał się wyrazić i to odbitnie i przez to nie odzywają się z ojcem. No ale ojca się nie wybiera-jaki jest taki jest. A tu mama w rozmowie z J powiedziała, że ojciec sie nie wybiera na ślub. Wiem, że NArzeczonemu było przykro, mi ze względu na Niego też. I się wku..., a że akurat w środę miałam jechać do J to stwierdziłąm, że porozmawiam z Jego ojcem. Różne sobie mowy w głoie układałam, żeby mnie facet nie zagiął. No i powiedziałam mu, że mi przykro, bo słyszałam, że nie wybier się na Nasz Ślub, na wesele, żę nie będzie Nas błogosławił-no i tam dalej się rozmowa potoczyła. Miał się zastanowić jeszcze.
No i w zeszłym tygodniu J mówił, że rozgląda się za garniturem więc pójdzie-tak więc jeden problem jakby z głowy.
Choć problemu teścia nie uważam za zamknięty, bo to dziwny człowiek i chyba najlepiej jak oboje się będziemy od niego trzymać z daleka. Aż mi się nie chce pisać, ale co jestem u J, a już szczególnie na jakiś imprezach rodzinnych to facet mnie denerwuje i pokazuje się z jak najgorszej strony, wychodzi z nie got o "żądzicielstwo" i tyrania. Jak dla mnie debil-choć może nie pwoinnam tak pisać o pzryszłym teściu, ale J myśli to samo. Przykro tylko, że ma takiego ojca.
Problem drugi był z butami-i nadal niestety jest. Te buty, które miały przyjechać 36 były na mnie za małe. No więc trochę wpadłam w panikę-na szczęście wypatrzyłam na stronie Ryłki w kolekcji ślubnej takie sami i to ze skóry. SUPER!!! jeszcze tego samego dnia pojechałam je kupić. Wszystko ekstra, ale buty niestety są niewygodne. Powiecie-to po co kupowałaś niewygodne buty. Jak przymierzyłam to fakt, były trochę ciasne, ale nowe buty często nie są od razu wygodne i tzreba je troszkę rozchodzić. A że to skóra to mam nadal nadzieję, że się rozchodzą. Problem jest jeden, że dłużej niż góra 2 godziny nie mogę w nich wytrzymać. Już smarowałam alkoholem i potem zakładałam-jest trochę lepiej, ale trochę-w takim tempie to powinnam je rok zrochadzać.
Pojawił się ratunek w postaci prawideł, które A (koleżanka z pracy) pożyczyła mi od swojej teściowej. Dopiero dziś iwęc nie wiem jeszcze czy będzie efekt, ale mam nadzieję, że tak. No zobaczymy, bo prawidła troszkę szerokie. Jak nie to trudno będę się męczyć, ale je rozchodzę.
Przy okazji jakby któtaś z Wam znała sposób na rozbicie butów to dajcie zn. Bardzo proszę o pomysły. Bo te buty są po prostu za niskie w podbiciu i za wąskie w palcach. Mam czarne na identycznym obcasiei tamte są wygodniutkie niemal jak tenisówki.
Chcesz być piękną-trzeba trochę pocierpieć
Jak nie rozchodzą się (choć NIE CHCĘ BRAĆ POD UWAGĘ TAKIEJ OPCJI-bardzo nie chcę) to wezmę jakieś na zmiane i trudno zmienię po jakimś zcasie jak nie będę mogła wytrzymać.
A może jeszcze jakieś się do śłubu trafią???
Problem trzeci był z bielizną-chciałam sobie kupić na tą okazję jakąś firmową bieliznę, np Triumfa. Ale w firmowych sklepach biustonosze były po prostu ochydne z wyglądu!!! W końcu kupiłam u mnie na ryneczku na zapas i wszelki wypadek zwykłą bardotkę za 18 zł, która teraz super służy mi na rower. Ale zamówiłam sobie też koło siebie ładny staniczek, tylko akurat nie było mojego rozmiaru i pani mi sprowadziła-i za biustonosz, majteczki i pończochy zapłaciłam 125 zł (tyle co sam stanik w Triumfie).
Tak więc choć ten problem całkowicie się rozwiązał.
Byliśmy też na spotkaniu z dekoratorką sali-pełen sukces. Sala jej się podobała i najważniejsze czego się baliśmy to, że będzie problem z pokrowcami na krzesła, bo są niskie-a tu się okazało, że żadnego problemu nie będzie i nawet takie kokardy jak w necie wypatrzyłam pani nam zrobi!!!Ufff.
No i w ubiegłą niedzielę w końcu zakończyliśmy zapraszanie gości-ostatnia była moja siostra wujeczna-i w końcu z tym spokój.
A poza tym-pogoda się zrobiła super więc w sobotę rozpoczęłam sezon rowerowy!!!Super. Wyjeździłam się przez ten weekend na rowerze. W poniedziałek na rowerze byłam na siłce, a po południu jeździliśmy jeszcze z Narzeczonym. Wczoraj zanim J poszedł do pracy też jeździliśmy, a potem sama. Po południu umówiłam się z moją druhną M na piwko do ogródka-było fajnie, miło, śmiesznie, wesoło i sympatycznie jak zawsze, ale po tym piwnie jakoś tak mi w nocy strasznie niedobrze było. A dziś miałam do pracy też na rowerku przyjechać, ale pogoda niewyraźna była a ja nie mam kurtki przeciwdeszczowej więc z bólem serca wsiadłam w tramwaj. Jeśli po południu nie będzie padać to na bicyklu udam się po zakup przeciwdeszczówki, przeciwwiatrówki. Jutro też na siłke na rowerze a po południu z M idziemy na rowery-tak więc dupsko wytrzęsie mi za wszystkie czasy. Ale no super-uwielbiam jazdę na rowerze-normalnie jak dziecko po komuni;) Jest tylko jeden minus-siniaki-od wsadzania roweru do windy na prawym udzie mam big wielkie siniaki. Muszę opanować tą sztukę by nie robić sobie krzywdy, bo kiecka krótka i nogi muszą jakoś wyglądać!!!
Niestety Narzeczony od wczoraj na popołudnie pracuje tak więc nie było sensu żebym brała urlop na 2 i 4 maja-wzięlam tylko na 30 kwietnia, bo wtedy miał wolne i tyle z długiego weekendu.
No ale w sobotę będzie miał wolne więc nadrobimy współny czas;)
No i w przyszłym tygodniu-9 maja kolejna przymiarka sukni. Wezmę wszystkie dodatki i buty, i rękawiczki od siostry i inne duperele. Mam też plan by przed przymiarką iść na próbną fryzurę i próbny makijaż. Dziś zadzwonię do fryzjra żeby sięumówić, a w piątek do siostry J, która ma mnie malować (bo teraz jest na wyjeździe). Chociaż ponoć mogą być jakieś problemy z tym makijażem, bo ma ona malować też pół rodziny J-trochę się wkurzyłam, bo po co obiecywała mi, że zrobi mi make up??? a teraz J mówił, że ma jechać do ciotki tam gdzie zjedzie się przyjezdna rodzina J i malować ciotki. No nie wiem-będę musiała z nią porozmawiać jak sobie to wyobraża. Jak nie to będę szukać innej makijarzystki-łaski żadnej nie potrzebuję!!! Mam nadzieję, że nic z tego nieprzyjemnego nie wyniknie, J nie zna konkretów więc może nie mam czym się przejmować. No zobaczymy.
ŁOOO Matko-to chyba wszystko-trochę się tego nazbierało-GRATULACJE jeśli ktoś przeczytał do końca;)
Pozdr i do szybkiego następnego posta!!!
Buziaczki
A ten czas tak szybko mija-ostatni post był po pierwszej przymairce sukni, a w pzyszłym tygodniu będzie już druga, i ostatnia!!
A co się działo?? Tak trochę w skrócie:
Po pierwsze były kłopoty z teściem-pewnej niedzieli J przyjechał i powiedział, że Jego ojciec nie wybiera się na ślub i wesele. Nie będę Wam opisywać całej sytuacji pomiędzy J i jego tatą, w każdym bądź razie są pokłóceni. Mimo wszystko dla mnie to nie do pojęcia, żeby ojciec nie był na takiej uroczystości. Ale nieraz już pisałam, że facet jest jakiś dziwny, wydaje mu się, że jest cesarzem w domu, wszystko musi być tak jak on chce, a jak mu się ktoś sprzeciwi to jest jego wrogiem-J się postawił, nieraz miał inne zdanie, którego nie bał się wyrazić i to odbitnie i przez to nie odzywają się z ojcem. No ale ojca się nie wybiera-jaki jest taki jest. A tu mama w rozmowie z J powiedziała, że ojciec sie nie wybiera na ślub. Wiem, że NArzeczonemu było przykro, mi ze względu na Niego też. I się wku..., a że akurat w środę miałam jechać do J to stwierdziłąm, że porozmawiam z Jego ojcem. Różne sobie mowy w głoie układałam, żeby mnie facet nie zagiął. No i powiedziałam mu, że mi przykro, bo słyszałam, że nie wybier się na Nasz Ślub, na wesele, żę nie będzie Nas błogosławił-no i tam dalej się rozmowa potoczyła. Miał się zastanowić jeszcze.
No i w zeszłym tygodniu J mówił, że rozgląda się za garniturem więc pójdzie-tak więc jeden problem jakby z głowy.
Choć problemu teścia nie uważam za zamknięty, bo to dziwny człowiek i chyba najlepiej jak oboje się będziemy od niego trzymać z daleka. Aż mi się nie chce pisać, ale co jestem u J, a już szczególnie na jakiś imprezach rodzinnych to facet mnie denerwuje i pokazuje się z jak najgorszej strony, wychodzi z nie got o "żądzicielstwo" i tyrania. Jak dla mnie debil-choć może nie pwoinnam tak pisać o pzryszłym teściu, ale J myśli to samo. Przykro tylko, że ma takiego ojca.
Problem drugi był z butami-i nadal niestety jest. Te buty, które miały przyjechać 36 były na mnie za małe. No więc trochę wpadłam w panikę-na szczęście wypatrzyłam na stronie Ryłki w kolekcji ślubnej takie sami i to ze skóry. SUPER!!! jeszcze tego samego dnia pojechałam je kupić. Wszystko ekstra, ale buty niestety są niewygodne. Powiecie-to po co kupowałaś niewygodne buty. Jak przymierzyłam to fakt, były trochę ciasne, ale nowe buty często nie są od razu wygodne i tzreba je troszkę rozchodzić. A że to skóra to mam nadal nadzieję, że się rozchodzą. Problem jest jeden, że dłużej niż góra 2 godziny nie mogę w nich wytrzymać. Już smarowałam alkoholem i potem zakładałam-jest trochę lepiej, ale trochę-w takim tempie to powinnam je rok zrochadzać.
Pojawił się ratunek w postaci prawideł, które A (koleżanka z pracy) pożyczyła mi od swojej teściowej. Dopiero dziś iwęc nie wiem jeszcze czy będzie efekt, ale mam nadzieję, że tak. No zobaczymy, bo prawidła troszkę szerokie. Jak nie to trudno będę się męczyć, ale je rozchodzę.
Przy okazji jakby któtaś z Wam znała sposób na rozbicie butów to dajcie zn. Bardzo proszę o pomysły. Bo te buty są po prostu za niskie w podbiciu i za wąskie w palcach. Mam czarne na identycznym obcasiei tamte są wygodniutkie niemal jak tenisówki.
Chcesz być piękną-trzeba trochę pocierpieć
Jak nie rozchodzą się (choć NIE CHCĘ BRAĆ POD UWAGĘ TAKIEJ OPCJI-bardzo nie chcę) to wezmę jakieś na zmiane i trudno zmienię po jakimś zcasie jak nie będę mogła wytrzymać.
A może jeszcze jakieś się do śłubu trafią???
Problem trzeci był z bielizną-chciałam sobie kupić na tą okazję jakąś firmową bieliznę, np Triumfa. Ale w firmowych sklepach biustonosze były po prostu ochydne z wyglądu!!! W końcu kupiłam u mnie na ryneczku na zapas i wszelki wypadek zwykłą bardotkę za 18 zł, która teraz super służy mi na rower. Ale zamówiłam sobie też koło siebie ładny staniczek, tylko akurat nie było mojego rozmiaru i pani mi sprowadziła-i za biustonosz, majteczki i pończochy zapłaciłam 125 zł (tyle co sam stanik w Triumfie).
Tak więc choć ten problem całkowicie się rozwiązał.
Byliśmy też na spotkaniu z dekoratorką sali-pełen sukces. Sala jej się podobała i najważniejsze czego się baliśmy to, że będzie problem z pokrowcami na krzesła, bo są niskie-a tu się okazało, że żadnego problemu nie będzie i nawet takie kokardy jak w necie wypatrzyłam pani nam zrobi!!!Ufff.
No i w ubiegłą niedzielę w końcu zakończyliśmy zapraszanie gości-ostatnia była moja siostra wujeczna-i w końcu z tym spokój.
A poza tym-pogoda się zrobiła super więc w sobotę rozpoczęłam sezon rowerowy!!!Super. Wyjeździłam się przez ten weekend na rowerze. W poniedziałek na rowerze byłam na siłce, a po południu jeździliśmy jeszcze z Narzeczonym. Wczoraj zanim J poszedł do pracy też jeździliśmy, a potem sama. Po południu umówiłam się z moją druhną M na piwko do ogródka-było fajnie, miło, śmiesznie, wesoło i sympatycznie jak zawsze, ale po tym piwnie jakoś tak mi w nocy strasznie niedobrze było. A dziś miałam do pracy też na rowerku przyjechać, ale pogoda niewyraźna była a ja nie mam kurtki przeciwdeszczowej więc z bólem serca wsiadłam w tramwaj. Jeśli po południu nie będzie padać to na bicyklu udam się po zakup przeciwdeszczówki, przeciwwiatrówki. Jutro też na siłke na rowerze a po południu z M idziemy na rowery-tak więc dupsko wytrzęsie mi za wszystkie czasy. Ale no super-uwielbiam jazdę na rowerze-normalnie jak dziecko po komuni;) Jest tylko jeden minus-siniaki-od wsadzania roweru do windy na prawym udzie mam big wielkie siniaki. Muszę opanować tą sztukę by nie robić sobie krzywdy, bo kiecka krótka i nogi muszą jakoś wyglądać!!!
Niestety Narzeczony od wczoraj na popołudnie pracuje tak więc nie było sensu żebym brała urlop na 2 i 4 maja-wzięlam tylko na 30 kwietnia, bo wtedy miał wolne i tyle z długiego weekendu.
No ale w sobotę będzie miał wolne więc nadrobimy współny czas;)
No i w przyszłym tygodniu-9 maja kolejna przymiarka sukni. Wezmę wszystkie dodatki i buty, i rękawiczki od siostry i inne duperele. Mam też plan by przed przymiarką iść na próbną fryzurę i próbny makijaż. Dziś zadzwonię do fryzjra żeby sięumówić, a w piątek do siostry J, która ma mnie malować (bo teraz jest na wyjeździe). Chociaż ponoć mogą być jakieś problemy z tym makijażem, bo ma ona malować też pół rodziny J-trochę się wkurzyłam, bo po co obiecywała mi, że zrobi mi make up??? a teraz J mówił, że ma jechać do ciotki tam gdzie zjedzie się przyjezdna rodzina J i malować ciotki. No nie wiem-będę musiała z nią porozmawiać jak sobie to wyobraża. Jak nie to będę szukać innej makijarzystki-łaski żadnej nie potrzebuję!!! Mam nadzieję, że nic z tego nieprzyjemnego nie wyniknie, J nie zna konkretów więc może nie mam czym się przejmować. No zobaczymy.
ŁOOO Matko-to chyba wszystko-trochę się tego nazbierało-GRATULACJE jeśli ktoś przeczytał do końca;)
Pozdr i do szybkiego następnego posta!!!
Buziaczki
piątek, 13 kwietnia 2012
Pierwsza przymiarka sukni...
.............i chyba mnie już dopada stres przedślubny.
We wtorek czułam się strasznie, bolał mnie brzuch, było mi niedobrze, że ledwie co o 13 wstałam z łózka. Na dodatek przed wyjściem potłukłam lusterko.
Na szczęście na przymiarce i ból i złe samopoczucie odpuściło. I zaczęłam się cieszyć przymiarką, suknią, wybieraniem dodatków itp.
Mam też już zamówione bolerko i toczek. I zakupiłyśmy biżuterię pasującą do sukni-naszyjnik i kolczyki z kryształków, bardzo delikatne.
Po wyjściu z salonu poszłyśmy zobaczyć buty, które już kiedyś oglądałam z koleżanką-super białe szpilki, tylko niestety nie są ze skóry. Niestety był tylko numer 37, za duży na mnie, ale we wtorek mają z innego salonu w Łowiczu przysłać 36 i jeśli będą dobre to je wezmę.
No i zaczęło się-w środę też źle się czułam, po prostu czułam, że bardzo się denerwuję. To chyba już stres przedślubny. Przeraża mnie to, że jeszcze tyle do załatwienia, boję się, że tego wszystkiego nie ogarnę, że o czymś zapomnę. Czas tak szybko mija!!!
W związku z tym zadzwoniłam do dekoratorki i okazało się, że w następny piątek będzie w Łodzi i możemy się umówić żeby zobaczyła naszą salę- ufff -kolejna rzecz do przodu.
I poszperałam w necie w poszukiwaniu hoteli i podrukowałam kilka kontaktów. Szczególnie jeden jest fajny, bo akurat niedaleko od mojego domu i niedaleko od sali, no i niedrogo;)
Może to jakieś przesilenie wiosenne, może to ta pogoda, ale cały czas czuję się jakoś słabo i śpiąco.
W środę tylko po siłowni czułam się lepiej. W czwartek i dziś znów nie za dobrze. Miałam iść wczoraj na siłkę, ale nie miałam zdrowia. I już o 21 poszłam spać. Nawet z J się nie widziałam, bo teraz pracuje na popołudnie. Dziś też mi się nie chciało iść na trening. Tak jakoś dziwnie się czuję.
A jutro przychodzi do mnie koleżanka i robimy sobie babski wieczór. Może trochę się wyluzuję.
W niedzielę jedziemy jeszcze jednego mojego brata wujecznego z rodziną zaprosić na wesele. No niestety jeszcze nie wszyscy zaproszeni. Została moja siostra, druhna i najgorzej, bo jedna siostra wujeczna, z którą ciężko się umówić, bo i ona i J pracują na zmiany.
Ale wiecie co -stresuję się, ale teraz jeszcze bardziej nie mogę się już doczekać tego ślubu i wiem, że to już niedługo, czas tak szybko leci, że minie nim się obejrzymy;)
Miłego weekendu!!!
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Święta, Święta... i do ślubu dwa miesiące
No to chociaż życzę wesołego, udanego i mile spędzonego Dyngusa;)
A to moje mazurki-te na białej tacy malutkie zrobiłam do Święconek i część rozdałam rodzinie i przyjaciołom;) Mazurki w tym roku zrobiłam z mąki pełnoziarnistej-są pyszne więc teraz będę takie robić;)
Zrobiłam jeszcze sernik z mleka ważonego wg przepisu "teściowej", ale nie zrobiłam foty więc uwierzyć musicie na słowo;)
Dziś 9-ty więc do ślubu pozostało równiutko dwa miesiące!!!
Ale ten czas szybko mija. A teraz to już zleci błyskawicznie.
Już nie mogę się doczekać jak będziemy małżeństwem. Ale czasem dopadają mnie różne wątpliwości-czy uda nam się dogadać po ślubie. Ostatnio zaczęłam zauważać rzeczy, nad którymi się wcześniej nie zastanawiałam. Nerwowość i krzykliwość Narzeczonego, którą ma po ojcu, daje mi do myślenia czy On nie stanie się takim człowiekiem jak Jego tata?? J jest nerwowy-ja też więc czy nie będziemy się non stop kłócić?? I takie różne. Na pewno trzeba będzie dużo cierpliwości, oj dużo.
Już tylko dwa miesiące.
Już tylko dwa miesiące.
A jutro przymiarka sukni ślubnej:)))
I zakup dodatków, bolerka, toczka. Muszę jeszcze znaleźć buty i bukiet. Bukiet mniej więcej wymyśliłam jaki, a o typ butów jutro poradzę się w salonie jakie do tej kiecki będą pasować i potem znów wybiorę się na poszukiwania.
I zakup dodatków, bolerka, toczka. Muszę jeszcze znaleźć buty i bukiet. Bukiet mniej więcej wymyśliłam jaki, a o typ butów jutro poradzę się w salonie jakie do tej kiecki będą pasować i potem znów wybiorę się na poszukiwania.
Sukienkę na drugi dzień, na niedzielę już mam. Niedawno gdy szukałyśmy sukienki dla mamy ją kupiłam:
No i mama też ma już kreację;)
Ze spraw weselnych mamy jeszcze troszkę do załatwienia. Zostało nam parę jeszcze osób do zaproszenia, musimy kupić napoje i dokupić wódkę, kupić bimber na wiejski stół i niedługo umówić się z dekoratorką sali żeby przyjechała do Łodzi (bo ona jest spoza miasta) i obejrzała naszą sale, a przede wszystkim krzesła, żeby wymyśliła jakieś pokrowce na nie. Potem będzie trzeba się jeszcze raz spotkać z człowiekiem od orkiestry i videofilmowania. Do tego spotkania musimy jeszcze zgrać 10 naszych ulubionych piosnek, żeby facet mógł użyć ich do filmu. I nie wiem co tam trzeba będzie jeszcze zrobić, ale na pewno jeszcze coś się przypomni. A no i telefon do kucharek. I kosze "delikatesowe" na podziękowania dla rodziców.
A moi rodzice są najwspanialsi na świecie.
Fajnie, że już kilka osób potwierdziło, że się wybiera na wesele. Mimo, że ostatnio mieliśmy kilka pogrzebów w rodzinie. W Wielki Piątek był pogrzeb mojego wuja znad morza. Mimo, że jego wnuk i wnuczka byli bardzo z nim zżyci potwierdzili, że przyjadą i ciocia też więc bardzo się cieszę.
Kilka miesięcy temu był pogrzeb jednej z sióstr mojej babci, ale jej dzieci też się wybierają.
A jak byliśmy zapraszać koleżankę i kolegę okazało się, że jest ona w ciąży i termin ma na 24 czerwca, ale też się wybierają-wspaniale, bo jak ją zobaczyłam to pomyślałam, że nie przyjdą.
Tak więc goście jednak dopiszą;)
A no i w związku z tym muszę się jeszcze rozejrzeć za jakimś hotelem!!! Z tym mam największy problem jak to załatwić, ale to po 15 maja jak goście na pewno potwierdzą obecność. Ale rozejrzeć się powinnam wcześniej, bo czas szybko mija.
A teraz odwiedzę Wasze blogi, bo ostatnio nawet na to czasu nie miałam.
Wszystkiego dobrego;)
sobota, 24 marca 2012
Buty, protokoły, rowery i inne bajery
Dziś w końcu udało nam się spisać ten protokół przedmałżeński.
Nie obyło się to bez problemów. Najpierw zaplanowaliśmy to na środę. Specjalnie wzięłam sobie wtedy wolne, bo na środę miał być kwit z USC, a od czwartku J pracuje na popołudnie. Wymyśliłam więc, że odbiorę ten kwit, potem pójdę do kościoła po akt chrztu, potem z druhną połazimy poszukać butów, a potem J do mnie przyjedzie i pójdziemy do kancelarii spisać ten protokół.
Pierwsze trzy punkty planu wypaliły. Dzień wcześniej na siłce umówiłam się z koleżanką, że przejdziemy się szukać butów. Po tym jak w parafii gdzie byłam chrzczona odebrałam akt wyruszyłyśmy na poszukiwania. Złaziłyśmy nogi i dupa...wielka dupa. Wymyśliłyśmy, że do mojej kiecki będą pasować zwykłe szpilki. No i będzie je można później nosić-nie będą to buty tylko na jedną noc. Znalazłyśmy super model,ale niestety nie są ze skóry. W necie też takich skórzanych nie znalazłam. Poza tym jeszcze nie jestem pewna czy takie będą najlepsze-wymyśliłam, że na przymiarce poradzę się w salonie jakie trzewiki będą pasować-bo po głowie chodzą mi też sandałki, jakieś fajne paski. Wezmę ze sobą różne modele butów, które mam i zobaczymy jak co będzie wyglądać. Wtedy zdecyduję i się jeszcze zobaczy. No więc po kilku godzinach łażenia jeszcze skoczyłyśmy na piwko obgadać różne sprawy związane z weselem, wieczorem panieńskim i innymi naszymi sprawami.
No a po południu poszliśmy z J do kancelarii a tam ....rekolekcje i nie można spisać protokołu. Babka kazała nam przyjść w sobotę rano. Trochę nam to nie pasowało, bo przed pracą zamiast wypocząć J musiał do mnie przyjechać, a poza tym na dziś zaplanowałyśmy z mamą wybrać się na poszukiwania dla niej kreacji na wesele. No ale nie było wyboru.Poszliśmy więc dziś rano. Pół godziny czekaliśmy na księdza.....ale w końcu się udało i to już mamy załatwione. Okazało się, że w sumie kościół będzie nas kosztował 590 zł!!!
A wracając do środy dalszy plan dnia wyglądał tak, że wybraliśmy się zakupić buty na rower dla Gosi i garnitur dla J.
Faceci to mają fajnie-nie minęła nawet godzina a Narzeczony miał zakupiony garnitur, dwie koszule, muchę, pasek a nawet skarpetki. Po buty pojechaliśmy do innego centrum handlowego.
Ja w środę sobie zakupiłam rekordową ilość butów-aż 3 pary. Jedne czarne szpilki z czerwoną podeszwą, drugie brązowe buciki na obcasie i na końcu buty na rower. Bo jeszcze jedna nowość u Gosi-w poniedziałek kupiłam sobie nowy rower. Jak pogoda dopisze to jutro pierwsza jazda;)
A wczoraj do brązowych butów dokupiłam torebkę;)
Dziś niestety mama nic nie kupiła. Ale poprzymierzała dużo i wiemy co gdzie jakie i za ile jest. Ja też patrzyłam za sukienką na drugi dzień, ewentualne poprawiny lub obiad dla gości. Jedna była taka, że się nad nią długo zastanawiałam, ale w końcu jej nie kupiłam. Zastanawiałam się bo dość drogawa była, a wyglądałam w niej fajnie, bardzo fajnie, ale no...pewna nie byłam. Jeszcze na to mam czas. I może się w między czasie okaże czy będą poprawiny czy tylko obiad dla przyjezdnej rodziny.
Czas mija bardzo, bardzo, bardzo szybko. Im bliżej terminu tym szybciej to leci.
Goście prawie wszyscy zaproszeni, ale jeszcze parę osób zostało. W przyszły weekend zapraszamy kumpla J.
No i chyba to wszystko z takich najważniejszych spraw.
O pracy mi się nie chce pisać, bo się tam wkurzam. Ostatnio nawet powiedziałam kierownikowi, że jakby nie A to bym teraz siedziała i płakała, bo tyle roboty. Ale trzeba robić. Dobrze, że mam pomoc. Szkoda tylko, że jedni nie wiedzą w co ręce włożyć, a inni się chwalą, że całymi dniami nic nie robią-i gdzie tu sprawiedliwość??
A odpocząć nie ma kiedy. Dziś po powrocie jeszcze zajęłam się myciem okien i porządkami na święta i już prawie koniec soboty.
Tak więc miłego wieczoru i udanej niedzieli Wam życzę;)
Nie obyło się to bez problemów. Najpierw zaplanowaliśmy to na środę. Specjalnie wzięłam sobie wtedy wolne, bo na środę miał być kwit z USC, a od czwartku J pracuje na popołudnie. Wymyśliłam więc, że odbiorę ten kwit, potem pójdę do kościoła po akt chrztu, potem z druhną połazimy poszukać butów, a potem J do mnie przyjedzie i pójdziemy do kancelarii spisać ten protokół.
Pierwsze trzy punkty planu wypaliły. Dzień wcześniej na siłce umówiłam się z koleżanką, że przejdziemy się szukać butów. Po tym jak w parafii gdzie byłam chrzczona odebrałam akt wyruszyłyśmy na poszukiwania. Złaziłyśmy nogi i dupa...wielka dupa. Wymyśliłyśmy, że do mojej kiecki będą pasować zwykłe szpilki. No i będzie je można później nosić-nie będą to buty tylko na jedną noc. Znalazłyśmy super model,ale niestety nie są ze skóry. W necie też takich skórzanych nie znalazłam. Poza tym jeszcze nie jestem pewna czy takie będą najlepsze-wymyśliłam, że na przymiarce poradzę się w salonie jakie trzewiki będą pasować-bo po głowie chodzą mi też sandałki, jakieś fajne paski. Wezmę ze sobą różne modele butów, które mam i zobaczymy jak co będzie wyglądać. Wtedy zdecyduję i się jeszcze zobaczy. No więc po kilku godzinach łażenia jeszcze skoczyłyśmy na piwko obgadać różne sprawy związane z weselem, wieczorem panieńskim i innymi naszymi sprawami.
No a po południu poszliśmy z J do kancelarii a tam ....rekolekcje i nie można spisać protokołu. Babka kazała nam przyjść w sobotę rano. Trochę nam to nie pasowało, bo przed pracą zamiast wypocząć J musiał do mnie przyjechać, a poza tym na dziś zaplanowałyśmy z mamą wybrać się na poszukiwania dla niej kreacji na wesele. No ale nie było wyboru.Poszliśmy więc dziś rano. Pół godziny czekaliśmy na księdza.....ale w końcu się udało i to już mamy załatwione. Okazało się, że w sumie kościół będzie nas kosztował 590 zł!!!
A wracając do środy dalszy plan dnia wyglądał tak, że wybraliśmy się zakupić buty na rower dla Gosi i garnitur dla J.
Faceci to mają fajnie-nie minęła nawet godzina a Narzeczony miał zakupiony garnitur, dwie koszule, muchę, pasek a nawet skarpetki. Po buty pojechaliśmy do innego centrum handlowego.
Ja w środę sobie zakupiłam rekordową ilość butów-aż 3 pary. Jedne czarne szpilki z czerwoną podeszwą, drugie brązowe buciki na obcasie i na końcu buty na rower. Bo jeszcze jedna nowość u Gosi-w poniedziałek kupiłam sobie nowy rower. Jak pogoda dopisze to jutro pierwsza jazda;)
A wczoraj do brązowych butów dokupiłam torebkę;)
Dziś niestety mama nic nie kupiła. Ale poprzymierzała dużo i wiemy co gdzie jakie i za ile jest. Ja też patrzyłam za sukienką na drugi dzień, ewentualne poprawiny lub obiad dla gości. Jedna była taka, że się nad nią długo zastanawiałam, ale w końcu jej nie kupiłam. Zastanawiałam się bo dość drogawa była, a wyglądałam w niej fajnie, bardzo fajnie, ale no...pewna nie byłam. Jeszcze na to mam czas. I może się w między czasie okaże czy będą poprawiny czy tylko obiad dla przyjezdnej rodziny.
Czas mija bardzo, bardzo, bardzo szybko. Im bliżej terminu tym szybciej to leci.
Goście prawie wszyscy zaproszeni, ale jeszcze parę osób zostało. W przyszły weekend zapraszamy kumpla J.
No i chyba to wszystko z takich najważniejszych spraw.
O pracy mi się nie chce pisać, bo się tam wkurzam. Ostatnio nawet powiedziałam kierownikowi, że jakby nie A to bym teraz siedziała i płakała, bo tyle roboty. Ale trzeba robić. Dobrze, że mam pomoc. Szkoda tylko, że jedni nie wiedzą w co ręce włożyć, a inni się chwalą, że całymi dniami nic nie robią-i gdzie tu sprawiedliwość??
A odpocząć nie ma kiedy. Dziś po powrocie jeszcze zajęłam się myciem okien i porządkami na święta i już prawie koniec soboty.
Tak więc miłego wieczoru i udanej niedzieli Wam życzę;)
wtorek, 13 marca 2012
Co nowego u Gosi;)
I znów dawno mnie tu nie było.
Teraz jesteśmy na etapie zapraszania gości i czasu wolnego mało. Praktycznie codziennie jesteśmy u kogoś. Dziś był dzień przerwy, bo J pracował na popołudnie więc ja poszłam sobie na siłkę, a J po pracy jedzie do kolegi więc mam czas na bloga;)
W piątek też jak narazie nie mamy nikogo zaplanowanego więc zaliczę siłkę, a może potem wybierzemy się z J do kina dla relaksu;)
Już parę osób zaproszonych, ale jeszcze trochę zostało. Po weekendzie zostaną już niedobitki więc z tym też będzie już spokój i kolejna rzecz z przygotowań do ślubu załatwiona.
A za tydzień we wtorek wybieramy się do USC po zaświadczenie, że możemy przystąpić do sakramentu małżeństwa i do kościoła gdzie byłam chrzczona po akt chrztu.
Ale jeszcze dużo rzeczy przed nami: garnitur Narzeczonego, napoje i trzeba będzie z dekoratorką sali się skontaktować, a że czas szybko mija to zaraz pewnie znów spotkanie z videofilmowaniem i orkiestrą.
Ten czas naprawdę bardzo szybko mija-już niecałe 3 miesiące do Naszego Ślubu!!!
Czasem myślę sobie-jak to będzie!!! Całe moje życie się zmieni!! Jak to będzie!!?? Zupełnie inaczej. Wszystko się zmieni-i to na zawsze. Ale przecież tego chciałam. Tego chcemy!
A 10 kwietnia pierwsza przymiarka mojej sukni.
No i jeszcze buty i bielizna. Najbardziej boję się o te buty, bo muszą być mega super fajne do mojej sukni, a w większości buty ślubne to wg mnie takie trochę "trumniaki", bo i tak się je zakrywa długą suknią. No ale nie ja. Mam nadzieję, że szybko uda mi się coś fajnego znaleźć.
I bukiet ślubny-chciałabym chyba bukiet amarantowych róż, by pasowały mi do sukni. Ale czy takie znajdę??? No i czy to w ogóle będzie pasowało?? Jeszcze poszukam, pomyślę. Muszę szybko myśleć!!! Czasu coraz mniej.
Chciałabym też by J uszył sobie garnitur na miarę. On wymyślił, że chce mieć z "Bytomia", ale że ma figurę, na którą trudno dobrać garnitur to wolałabym by zamówił u krawca. J ma szerokie bary i wąską talię (w stosunku do barków) więc marynarki z tyłu mu "pieją". Mamy niedługo się oglądnąć za jakimś garniturem to zobaczymy co z tego wyjdzie.
W ubiegłą sobotę były urodziny "teściowej". Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie tata J-ten człowiek mnie po prostu denerwuje swoimi niektórymi zachowaniami. Jest czasami po prostu chamski. Dobrze, że będziemy mieszkać z moimi rodzicami, a nie rodzicami J. Za to coraz bardziej widzę, że z siostrą J jesteśmy dość chyba podobne z charakteru.
Miałam chyba jeszcze o czymś napisać, ale już nie wiem o czym więc kończę.
Chciałam dziś sobie obejrzeć filmik na laptopie, ale tyle zaległości w Waszych blogach miałam, że już zmierzam chyba raczej do krainy Morfeusza;) Odżywka białkowa wypita więc dobrej nocki wszystkim;)
A na koniec zabawa:
Zasady zabawy:
1. Wstaw logo zabawy
2. Napisz kto cię otagował.
3. Wytypuj 5 innych bloggerów do zabawy.
4. Wybierz 3 rzeczy lub sytuacje, które powodują, że Mężczyzna rozpala twoje zmysły.
5. Możesz dodać zdjęcie i piosenkę.
Ja typuję:
1. Margolkę,
2. A_normalną,
3. Sylwię-Kwiatuszka,
4. Nabi,
5.Tomaszową.
Zaprosiła do zabawy mnie KINIA;)
A teraz trzy mnie "kręcące" rzeczy:
1. Inteligencja i mądrość
Bardzo podnieca mnie i dla mnie jest seksowny inteligentny mężczyzna. I taka mądrość życiowa też mi bardzo imponuje. Zaradność i umiejętność znalezienia się w każdej sytuacji to mi się u facetów podoba;)
Oczywiście mój J jest i mądry i zaradny i inteligentny;)
2. Poczucie humoru, dystans do siebie i świata.
Jest dla mnie bardzo ważne, żeby mieć podobne poczucie humoru. Jestem wesoła, dużo się śmieję więc nie wyobrażam sobie życia z ponurakiem.
J oczywiście ma poczucie humoru i potrafi mnie rozśmieszyć-oj potrafi. I ma wiele śmiesznych powiedzonek-żartuje sobie, że do końca życia ich wszystkich nie poznam i zawsze mnie jakimś zaskoczy;)
Z trzecią rzeczą jest gorzej, bo dwie ww są dla mnie najważniejsze, miała już napisać o oczach, ale przypomniał mi się pewien obrazek i dodam, że:
3. Mój J w stroju roboczym-w zeszłym roku miałam remont w mieszkaniu i J z moim wujkiem składali mi meble. J przyniósł sobie z pracy strój roboczy-o jak On seksownie w nim wyglądał. Mega seksownie!!!wrrr

Teraz jesteśmy na etapie zapraszania gości i czasu wolnego mało. Praktycznie codziennie jesteśmy u kogoś. Dziś był dzień przerwy, bo J pracował na popołudnie więc ja poszłam sobie na siłkę, a J po pracy jedzie do kolegi więc mam czas na bloga;)
W piątek też jak narazie nie mamy nikogo zaplanowanego więc zaliczę siłkę, a może potem wybierzemy się z J do kina dla relaksu;)
Już parę osób zaproszonych, ale jeszcze trochę zostało. Po weekendzie zostaną już niedobitki więc z tym też będzie już spokój i kolejna rzecz z przygotowań do ślubu załatwiona.
A za tydzień we wtorek wybieramy się do USC po zaświadczenie, że możemy przystąpić do sakramentu małżeństwa i do kościoła gdzie byłam chrzczona po akt chrztu.
Ale jeszcze dużo rzeczy przed nami: garnitur Narzeczonego, napoje i trzeba będzie z dekoratorką sali się skontaktować, a że czas szybko mija to zaraz pewnie znów spotkanie z videofilmowaniem i orkiestrą.
Ten czas naprawdę bardzo szybko mija-już niecałe 3 miesiące do Naszego Ślubu!!!
Czasem myślę sobie-jak to będzie!!! Całe moje życie się zmieni!! Jak to będzie!!?? Zupełnie inaczej. Wszystko się zmieni-i to na zawsze. Ale przecież tego chciałam. Tego chcemy!
A 10 kwietnia pierwsza przymiarka mojej sukni.
No i jeszcze buty i bielizna. Najbardziej boję się o te buty, bo muszą być mega super fajne do mojej sukni, a w większości buty ślubne to wg mnie takie trochę "trumniaki", bo i tak się je zakrywa długą suknią. No ale nie ja. Mam nadzieję, że szybko uda mi się coś fajnego znaleźć.
I bukiet ślubny-chciałabym chyba bukiet amarantowych róż, by pasowały mi do sukni. Ale czy takie znajdę??? No i czy to w ogóle będzie pasowało?? Jeszcze poszukam, pomyślę. Muszę szybko myśleć!!! Czasu coraz mniej.
Chciałabym też by J uszył sobie garnitur na miarę. On wymyślił, że chce mieć z "Bytomia", ale że ma figurę, na którą trudno dobrać garnitur to wolałabym by zamówił u krawca. J ma szerokie bary i wąską talię (w stosunku do barków) więc marynarki z tyłu mu "pieją". Mamy niedługo się oglądnąć za jakimś garniturem to zobaczymy co z tego wyjdzie.
W ubiegłą sobotę były urodziny "teściowej". Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie tata J-ten człowiek mnie po prostu denerwuje swoimi niektórymi zachowaniami. Jest czasami po prostu chamski. Dobrze, że będziemy mieszkać z moimi rodzicami, a nie rodzicami J. Za to coraz bardziej widzę, że z siostrą J jesteśmy dość chyba podobne z charakteru.
Miałam chyba jeszcze o czymś napisać, ale już nie wiem o czym więc kończę.
Chciałam dziś sobie obejrzeć filmik na laptopie, ale tyle zaległości w Waszych blogach miałam, że już zmierzam chyba raczej do krainy Morfeusza;) Odżywka białkowa wypita więc dobrej nocki wszystkim;)
A na koniec zabawa:
Zasady zabawy:
1. Wstaw logo zabawy
2. Napisz kto cię otagował.
3. Wytypuj 5 innych bloggerów do zabawy.
4. Wybierz 3 rzeczy lub sytuacje, które powodują, że Mężczyzna rozpala twoje zmysły.
5. Możesz dodać zdjęcie i piosenkę.
Ja typuję:
1. Margolkę,
2. A_normalną,
3. Sylwię-Kwiatuszka,
4. Nabi,
5.Tomaszową.
Zaprosiła do zabawy mnie KINIA;)
A teraz trzy mnie "kręcące" rzeczy:
1. Inteligencja i mądrość
Bardzo podnieca mnie i dla mnie jest seksowny inteligentny mężczyzna. I taka mądrość życiowa też mi bardzo imponuje. Zaradność i umiejętność znalezienia się w każdej sytuacji to mi się u facetów podoba;)
Oczywiście mój J jest i mądry i zaradny i inteligentny;)
2. Poczucie humoru, dystans do siebie i świata.
Jest dla mnie bardzo ważne, żeby mieć podobne poczucie humoru. Jestem wesoła, dużo się śmieję więc nie wyobrażam sobie życia z ponurakiem.
J oczywiście ma poczucie humoru i potrafi mnie rozśmieszyć-oj potrafi. I ma wiele śmiesznych powiedzonek-żartuje sobie, że do końca życia ich wszystkich nie poznam i zawsze mnie jakimś zaskoczy;)
Z trzecią rzeczą jest gorzej, bo dwie ww są dla mnie najważniejsze, miała już napisać o oczach, ale przypomniał mi się pewien obrazek i dodam, że:
3. Mój J w stroju roboczym-w zeszłym roku miałam remont w mieszkaniu i J z moim wujkiem składali mi meble. J przyniósł sobie z pracy strój roboczy-o jak On seksownie w nim wyglądał. Mega seksownie!!!wrrr
Subskrybuj:
Posty (Atom)


