piątek, 18 stycznia 2013

Wygasłe zaproszenia

Z tytułu tego, że dawno nie blogowałam, nie pisałam sama, ale i Waszych blogów raczej nie odwiedzałam to zaproszenia, które mi wysłałyście dziewczyny z blogów, które przestały być publicznymi mi wszystkie wygasły.

Prześlijcie mi proszę jeszcze raz zaproszenia:
gosia799@poczta.onet.pl

A z innych spraw-przeziębiona jestem, siedzę dziś w domu, popijam herbatę z lipy i wodę z cytryną, płuczę gardło zawinięte szalikiem wodą z solą.
Jakbyście miały jakieś rady na przeziębienie dla ciężarnych to piszcie.

Najgorzej, że na jutro jesteśmy zaproszeni do mojej przyjaciółki na 30-te urodziny.
Obym wydobrzała!

Pozdr

czwartek, 17 stycznia 2013

Zakup spodni-ciążowych;)

Dawno, dawno, bardzo dawno nic nie pisałam-w sumie dlatego, że nie było o czym.

Żyjemy sobie spokojnie i normalnie. Oczywiście nie tak zupełnie sielankowo, bo i zdarzają się kłótnie, ale już coraz mniej, bo się jakoś w końcu docieramy. Przed ślubem nie mieszkaliśmy razem, mimo, że spędzaliśmy ze soba praktycznie każdą wolną chwilę, to nie to samo i na początku bywało ciężko-ale daliśmy radę!!! W sumie dużo zawdzięczam przyjaciółkom, które w mieszkaniu z facetami są bardziej doświadczone i tłumaczyły mi, że się dotrzemy. No i się docieramy-pozanliśmy bardziej w takich sytuacjach, w których wcześniej nie było kłótni, a po ślubie nagle stawały się one jakoś wkurzające. No mniejsza o to, bo nie o tym chciałam pisać. Nie pisałam, bo jak było smutno  to nie chciałam się tu żalić na Męża, a jak było dobrze-to o czym pisać???

25 listopada zrobiłam test ciążowy-i niemal od razu pojawiły się dwie kreski, potem poszłam na beta HCG, ze względu na pracę do lekarza dotarłam dopiero 14 grudnia i potwierdził, że jestem w ciąży. Niestety na początku trafiłam do "nie za fajnego" doktora, ale już go zmieniłam na super lekarza!!!

W pracy jeszcze dwie koleżanki sa w ciąży-jedna w 19, druga w 18 i ja w 13 tygidniu. Ta w 18 to ta koleżanka, co ze mną pracowała w pokoju, która była na zastępstwo za inną dziewczynę-znów wróciła "do mnie", niestety też na zastępstwo. Tak więc mamy wesoło;)))
W ogółe ona na  naszym weselu złapała welon, a jej chłopak muszkę, no i w październiku okazało się, że jest w ciąży, a w Wigilię chłopak się jej oświadczył;)
Nie myślcie tylko, że się pobiorą ze względu na dziecko, bo już długo ze soba mieszkają, ale nie zalegalizowali związku, ze względów no osobistych, że tak powiem.

A ja czuję się w miarę nieźle. Niestety najbardziej i najczęściej boli mnie głowa, która wcześniej raczej mnie nie bolała prawie nigdy, no i  męczą mnie mdłości i nudności-wieczorno-nocno-poranne. Poza tym chyba nie mam innych "dolegliwości" ciążowych.
Wg mnie brzuszek już widać, ale wg innych nie widać nic. Jestem dość drobna i wg tego co miałam-kaloryfer na brzuchu-to trochę wystający okrągły brzuszek już jest dla mnie widoczny-Mąż się ze mnie śmieje. Do wczoraj chodziłam w leginsach bo juz w moje jeansy się brzunio nie mieścił i długich swetrach-to nawet się brzuszek odznaczał, zwłaszcza jak sie najadłam dobrze. Wczoraj ze względu na zbliżające sie mrozy udałam się po zakup spodni ciążowych. Zakupiłam, ale w nich to już jakoś w ogóle nic nie widać.
Jak zobaczyłam dzieciątko na USG to się zdziwiłam, jak się ono mieści w tym brzuchu-gdzie ono jest. Nadal ciężko mi uwierzyć, że we mnie jest dzieciątko. Nic nie czuję no i akurat mój wygląd za bardzo nie zmienił się. Przytyć jak narzazie generalnie nie przytyłam, pewnie też przez wymioty.

Oczywiście zrezygnowałam z siłowni, ale zaczęłam chodzić na gimnastykę dla kobiet w ciąży-rany jakie tam NUDY!!! Ale już lepiej pobujać się godzinę na piłce niż leżeć godzinę przed TV. No  brakuje mi siłki. A tam ćwiczenia na piłkach, turlanie się na nich-nawet fajne, nawet są ćwiczenia na mięśnie nóg, pupy, pleców, barki, ale dla mnie to takie tam machanie rękami bez sensu, nic nie czuję. Ale zawsze jakaś aktywność fizyczna jest. Chodzimy tez z Mężęm na basen. A od przyszłego tygodnia zapisuję się z koleżanką na jogę-może to nie będzie takie nudne.
Od przyszłego tygodnia też zaczynamy szkołę rodzenia-zobaczymy co to takiego.

No i teraz może uda mi siępisać częśćiej-zobaczymy.

Pozdrowienia dla Was wszystkich;)
No i czytałam, że niektóre są w podobnym stanie;)

poniedziałek, 1 października 2012

Nie za wesoło

Niestety ostatni czas jest dla mnie nie za wesoły.
I na dodatek koleżance z którą pracowałam w pokoju nie przedłużyli umowy, bo narazie nie mamy w pracy wolnych etatów, a ona była na zastępstwo. Mam nadzieję, że biuro przydzieli nam jakiś etacik i A. wróci. W środę ponoć szef ma rozmawiać z prezesem. Może się coś pozytywnego dla nas okarze. 3majcie mocno kciuki.

A od jutra mamy audyt. Po tak długiej mojej nieobecności w pracy to się go trochę boję. Tak więc i za to 3majcie kciuki.

Od dziś mamy karnety fitprofit i teraz jak Mąż będzie miał wolne niedziele czy soboty to będziemy sobie zwiedzać różne baseny;) Mąż po dłuższej przerwie wraca na siłownię. Od dziś do Świąt ma zamiar nie pić alko i wczoraj zrobiliśmy sobie pożegnanie z %. Najpierw byliśmy na spacerze na piwo,a potem pojechaliśmy do miasta na pizzę i piwo. A w domu dokończyliśmy otwarte kiedyś martini. Po takiej mieszance szybko zasnęłam, a rano ciężko było wstać do pracy.
W sobotę robiliśmy Męża zaległe imieniny, bo ma imieniny w sierpniu, ale akurat jego siostra miała urlop i wyjechała. Przełożyliśmy świętowanie na inny termin i dopiero ta sobota wszystkim pasowała. Tak więc całą sobotę spędziłam w kuchni, a ciasto to już od czwartku piekłam, bo wymagało stygnięcia i kładzenia różnych kolejnych warstw.

Mam chęć wybrać się do kina na "Jesteś Bogiem". Wyczaiłam, że w Multikinie są różne promocje cenowe w tygodniu, ale jak weszłam w internet to generalnie te promocje można o kant d... potłuc. Zobaczymy, może kiedyś się wybierzemy.

A na dodatek dziś idę do dentysty-brrr. No i czeka mnie kilka zębów do wyrwania, ale jakoś nie mogę się zebrać, a dentystka pewnie będzie się czepiać, że jeszcze tego nie zrobiłam.

A w środę mam komisję lekarską w sprawie odszkodowania za złamanie tej mojej ręki. Ciekawe na ile % to wycenią.

Generalnie ostatnio nastrój mi nie dopisuje i wszystko dookoła się sypie.
Czekam na czas jak będzie lepiej;)

piątek, 21 września 2012

Jestem

Jakoś nie miałam weny do pisania, a jak nawet czasem miałam to akurat jakoś się nie składało, by stworzyć jakąś notkę tak więc długo nic nie pisałam.

Chyba po takim czasie nie ma sensu opisywać ślubu i wesela, aczkolwiek koleżanki do tej pory je wspominają i chętnie przyżyłyby to jeszcze raz.
Ja zresztą też, bo było super. Przed ślubem denerwowałam się, a potem już nie tylko świetnie wraz z innymi gośmi się bawiliśmy. Zabawa była przednia!!!

Moja suknia się wysztkim podobała, mówili, że jest piękna, wyjątkowa, że nigdy takiej nie widzieli. Mówili to już o wersji długiej, po ujawnieniu wersji krótkiej komplementowali suknię jeszcze bardziej. Mi suknia też się super sprawdziła, a szczególnie właśnie wersja krótka, bo w długiej sukni całą noc bym chyba nie wytrzymała. Nie wiem jak inne dziewczyny to robią. Niestety tylko troszkę się opuszczała, a dół niestety przez to się podarł. Ale wrażenie sukni niezapomniane!!!

A po weselu mój Mąż pierwszy raz pojechał oficjalnie ze mną do domu i razem sobie zasnęliśmy;)
Potem za kilka dni wyjechaliśmy na działkę, "w pierwszą podróż poślubną", gdzie w przedostatni dzień urlopu jak wiecie złamałam prawą rękę.
Potem 6 tygodni w gipsie.

Potem było wesele znajomych-też dobra zabawa;)
A potem wylot na Teneryfę-zajebisty wyjazd. Wypoczęliśmy, wyszaleliśmy się, opailiśmy...i wróciliśmy do Polski.

A w poniedziałęk po prawie 4 miesiącach nieobecności wróciłam do pracy. I szczerze mówiąc nie mogłam się już doczekać, bo siedzenie w domu już mi się znudziło. I super!!! Pewnie entuzjazm co do pracy niebawem mi przejdzie, ale narazie cieszę się tym.
Niestety moja koleżanka, z którą ostatnio pracowałam w pokoju zatrudniona była na zastępstwo i z końcem września kończy się zastępstwo. Dyrektor wysłał prośbę do Prezesa o etat, ale nie wiadomo jak to będzie. Wtedy NA PEWNO tak mi miło w pracy nie będzie. Ale narazie się tym nie chcę martwić.

Wraz z powrotem do pracy wróciłam na siłkę, bo wcześniej cały czas bolała mnie ręka i nie czułam się na siłach by trenować. Na Teneryfie ręka przestała mnie boleć, jakby w ogóle nie była złamana i póki co nie boli.

Zaczęłam też generalny remont uzębienia....ale o tym może nie będę pisać, bo są przyjemniejsze tematy;)

Przypomina mi się czasem jak zaczynałam pisać tego bloga, jak byłam jeszcze panną przygotowującą się do ślubu, jak pisałam o wyborze sukni ślubnej, jak to wszystko przeżywałam, a teraz już po ślubie, weselu-3 miesiące-jak to szybko wszystko minęło;)

Mam nadzieję, że teraz będę częściej pisać notki.
Coś miałam jeszcze napisać, mam to na końcu języka, ale nie pamiętam więc kończę!!!
Pozdrowienia i "do zobaczenia".

P. S. Dajcie znać czy ktoś będzie tu czytał, po takim czasie nieobecności;)

sobota, 30 czerwca 2012

3 tygodnie po ślubie

Notka będzie krótka, gdyż mam złamaną prawą rękę i lewą trudno mi obsługiwać kompa.
Pragnę Was tylko poinformować, że ślub i wesele super. Nie tylko goście się dobrze bawili i wszystko chwalili i do tej pory chwalą, ale i my super się bawiliśmy.
Więcej napiszę jak będę sprawna.
Pozdrowienia i buziaki.
ps-generalnie super fajnie jest być mężatką i mieć takiego męża;)

piątek, 8 czerwca 2012

To już jutro!!!

A dziś miałam wspaniały, wręcz szampański humor!!!
Po przeczytaniu Waszych komentarzy aż nie wierzyłam, bo myślałam, że nerwy się uspokoiły po tabletkach, a że działają one po 14 dniach to nie miałam pojęcia. Nawet J się śmiał, że mam dobry humor po tabsach.
Może po prostu stres wyładowałam płaczem w środę, a potem zebrałam się w sobie żeby cyrków nie odwalać i jak małe rozhisteryzowane dziecko się nie zachowywać. W każdym razie wczoraj słabo się czułam. Po odwiedzinach urodzinowych u siostry lepiej, bo nie myślałam tylko o ślubie a były m. in. różne inne tematy, a dziś czułam się wspaniale. Co będzie jutro zobaczymy. Ale i tak nie mogę się doczekać.
Troszkę się obawiam dziwnych zachowań ze strony rodziny Narzeczonego, bo np. mają pod kościół przyjechać samochodami, a potem je odstawić do Zgierza, gdzie się zatrzymali i dopiero potem jechać na salę. Ale ja na nich czekać nie zamierzam. Jak wyjdzie głupio to ich wina-mam to w  d....

A jutro o tej porze już będę żoną swojego męża!!!!
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Buziaki

czwartek, 7 czerwca 2012

Szalony Wieczór Panieński i NERWY! NERWY! NERWY!!!

Zacznę od tego, że strasznie się denerwuję. Nawet nie jakąś konkretną rzeczą czy sytuacją, ale jestem bardzo nerwowa i wystarczy słowo a ja się wkurzam, denerwuję, krzyczę, bluźnię, płaczę. Jednym słowem jestem nie do zniesienia i zachowuję się jak idiotka. Wczoraj spie... wszystkim dzień tymi moimi nerwami. W końca na koniec dnia J się wkurzył i wyszedł. Miał już dość moich humorów i nerwów. Nie dziwię Mu się. I tak wykazał długo cierpliwość. Jak wyszedł wypłakałam się na maksa i troszkę nerwy opadły. Zaczęłam też od wczoraj brać przez to wszystko ziołowe tabletki uspokajające. Nie wiem czy działają, bo nadal jakaś jestem podenerwowana. Nie mogę jakoś wrzucić na luz. Cały czas czuję napięcie i ściskanie "w dołku". Nie wiem jak dożyję do tej soboty i jak sobie w sobotę poradzę. Chyba posłucham rady A i jakąś ćwiarteczkę sobie kupię i w razie wypadku ze świadkową sobie zapodamy. 

Co do wczorajszego dnia wszystko co mieliśmy załatwić załatwiliśmy. Na dodatek i na nieszczęście szwagrowi zepsuł się samochód i wszystkie rzeczy w jakich miał nam pomóc trzeba wymyślać inaczej. To dodatkowy stres i problem. Mam nadzieję, że jakoś to pójdzie i wyjdzie. 
Dziś mam biegunkę i nadal mnie ściska.
Jeszcze trzeba jakoś pomyśleć jak jutrzejszy dzień zorganizować, bo na ten temat z J też mamy inne zdania i przez to też się kłóciliśmy, ale mam nadzieję, że jakoś wymyślimy złoty środek.

Miałam dziś iść na siłkę, ale czuję brak sił. Chyba po prostu potrzeba mi posiedzenia i nic nie robienia.
Po obiedzie J przywiezie swoje rzeczy. Potem idziemy do mojej siostry, bo ma dziś urodziny. A potem na 18.30 idziemy do kościoła do spowiedzi.

A teraz o Wieczorze Panieńskim;)
Było super!!!!!!
Na 15.30 przyszły A i M i potem moja siostra. W sobotę się strasznie źle czułam, było mi niedobrze, miałam biegunkę i bolał mnie brzuch. Tak więc koleżanki wymyśliły, że 2 szybkie mi pomogą- i pomogły;)
Zrobiłyśmy tortille i zaczęły przychodzić pozostałe dziewczyny-siostra J, narzeczona świadka J i moja bratowa cioteczna.
I zaczęła się impreza;)
Siedziałyśmy, piłyśmy i jadłyśmy smakołyki. A potem przyszedł czas na prezenty. Dostałam dużo fajnych i śmiesznych prezentów: gąbkę z wibratorem (od M oczywiście), 2 seksowne koszulki, fartuszek-"Lubię sprzątać i gotować, a najbardziej pofiglować", skarbonkę świnkę-"Na czynsz" i jeszcze jakieś drobiazgi.
Dziewczyny zawiązały mi oczy, a prezenty z braku worka włożyły do poszewki od poduszki-co bardzo mnie rozśmieszyło, aż się popłakałam ze śmiechu i cały make up rozmazałam pod chustką zasłaniającą oczy. Z zamkniętymi oczami wyciągałam kolejne paczki i zgadywałam co to jest.
Potem konkurs-siostra J przygotowała 12 pytań, na które najpierw odpowiedział Narzeczony i ja miałam odpowiedzieć tak jak On. Na 2 pytania nie znałam odpowiedzi-jaki był nasz pierwszy pocałunek i kto po ślubie będzie gotował a kto zmywał. Przynajmniej dowiedziałam się i mam to na piśmie, że J będzie gotował.
Potem jeszcze inne śmieszne konkursy i zadania dla mnie.

A potem-wyszłyśmy.
Zeszłyśmy na dół, a tam już czekały na nas taksówki. I pojechałyśmy nie wiadomo gdzie. W drodze jednak się domyśliłam gdzie zmierzamy. Znów dziewczyny zasłoniły mi oczy, ale już wiedziałam co będzie-po odsłonięciu ich zobaczyłam salę z 3 rurami. Dziewczyny wymyśliły lekcję tańca na rurze.
Jeszcze mnie zaskoczyły, bo do tańca na rurze potrzebne są krótkie spodenki, a ja ich przecież nie wzięłam. A tu moja siostra wyciąga ze swojej torebki moje krótkie gatki;) Super to wszystko zorganizowały!!!
Potem lekcja tańca-nie jest to takie łatwe. Na dodatek bardzo siniakotwórcze. Każda z nas ma masę siniaków. Moja na szczęście nie są takie ciemne, ale widoczne i do soboty pewnie nie zejdą. Ale trudno-zasłoni się pończochami. Niestety na buty na zmianę mam srebrne sandałki więc będę musiała zdjąć pończochy, ale nie mam zamiaru się przejmować, trudno. Warto było. Było fajnie i śmiesznie i wszystkie dobrze się bawiłyśmy. Ja chociaż na szczęście nie mam zakwasów (przez siłkę), ale pozostałe dziewczyny miały straszne zakwasy, nawet M, z którą chodzę na siłownię.

Po rurach pojechałyśmy na miasto. Byłyśmy w "Pewexie". Dziewczyny zamówiły nawet dla mnie piosenkę "Małgośkę"-nie przepadam za nią co prawda, ale nie wiedziały no i było to miłe. Po jakimś czasie dziewczyny zaczęły się wykruszać. Na koniec zostałyśmy ja i M, siostra J i narzeczona świadka J. Wyszłyśmy z klubu, ale mi się nie chciało iść do domu. Z M przekąsiłyśmy jakąś kanapkę z kurczakiem i poszłyśmy już tylko we dwie do Kaliskiej. Jak za dawnych czasów. Było super i bawiłyśmy się do 5 rano!!! Wróciłam zmęczona i już zdążyłam do tej 5 całkiem wytrzeźwieć. Tak więc jak wstałam nie miałam wcale kaca.

Gorzej z chłopakami- jak rano (godz. 11) rozmawiałam z J to ledwo co żył. 
Tak więc Wieczór Panieński super!!!

Gorzej teraz- mam nadzieję, że jakoś będę potrafiła te swoje nerwy utrzymać na więzi i wszystko ładnie wyjdzie i dobrze się potoczy;)
Już w sobotę ŚLUB;)
Mimo nerwów nie mogę się doczekać!

Pogoda tylko jakaś dupowata- chłodno i przelotne deszcze cały czas. Mogło by się troszkę ocieplić, bo nie dość, że będę się trzęsła z nerwów to jeszcze z zimna. Brrrr. I żeby nie padało.

Do zobaczenia pewnie już po ślubie napiszę jako Pani Gosia M.;)