Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siłownia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siłownia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 października 2011

Po weekendzie-przed siłownią

No i piątek, weekend i po weekendzie. Wolne dni tak szybko mijają. Zresztą te pracujące też, ale ich tak nie szkoda;)

Rodzice pojechali w sobotę na działkę zamknąć sezon więc z J spędziliśmy wspólnie sobotni wieczór i niedzielne przedpołudnie. J przyjechał po pracy, wypiliśmy winko i było bardzo fajnie. Super, bardzo lubię jak u mnie śpi. Jak nie musi wieczorem jechać do domu. Jak zasypiamy obok siebie i budzimy się. Jak jak obudzę się w nocy On jest obok mnie. Tak sobie wtedy wyobrażam, że już jesteśmy małżeństwem. A rano wspólne śniadanko. Potem poszliśmy na zakupy, w mojej okolicy jest taki rynek co w niedzielę właśnie tylko działa. I wspólne robienie obiadu. J wymyślił gulasz węgierski z palckami kartoflanymi. Gulasz gotował J, a ja robiłam placki-pierwszy raz w życiu. Wszysko wyszło bardzo, bardzo pyszne. Bardzo się zawsze cieszę, jak to co ugotuję J smakuje. On też się cieszy, bo to mały łakomczuszek więc się cieszy, że jego przyszła żona dobrze gotuje.Niestey po obiedzie J ruszył do pracy, a ja sobie leniuchowałam. Naprawdę nie mogę się doczekać jak będziemy razem mieszkać, jak po pracy J będzie przyjezdzał do mnie.


A dziś znów idę na siłownię. W piątek zapisała się tez moja kolezanka. Wcześniej chodziłysmy razem, ale musiała przerwać treningi na kilka miesięcy. Teraz wróciła. Fajnie-we dwie zawsze raźniej. Minusem jest to, ze dłuzej schodzi, bo przeciez pośmiać się tez trzeba, ale w końcu śmiech to zdrowie. Fajnie, ze się zapisała. Teraz jeszcze chętniej będę chodzić. Co prawda po piątku do dziś jeszcze bolą mnie nogi, bo po urlopowej przerwie tak uczciwie pierwszy raz je ćwiczyłam, ale jak mówi J"to dobrze, jak boli to znaczy że rośnie" Ja jestem drobnej postury, raczej chudzinka więc chodzę na siłownię, by zbudowac masę mieśniową. I powiem, że efekty widać. Zanim trafiłam na siłownię, gdzie teraz chodzę przez kilka lat ćwiczyłam w fitnes klubie na moim osiedlu. Chodziłam na zajęcia pół na pół aerobowo-siłowe. Wydawało mi się, ze siłownia to nudy, a na takich zajęciach to w rytm muzyki się poskakało i trochę nad mięśniami popracowało. Potem jednak jakoś tak zaczęłam chodzić tam na siłownię. Ale nie podobała mi za bardzo atmosfera. Siłownia była mała, a ludzi duzo. Dodatkowo dziwny system godzinowo-cenowy tam był. Mniej się płaciło, za godziny 16-18 więcej 18-20. Te godziny totalnie mi nie pasowały-bo po pracy byłam tam ok 17 więc co to za trening godzinny, a znów zeby po pracy przyjść do domu i iść na 18 to mi sie nie chciało. Chodziłam więc głównie w weekendy. W końcu postanowiłam zmienic siłownię. Ponieważ jestem z natury nieśmiała to namówiłam kolezanke zeby się zapisała ze mną. Troche poszukiwania trwały, bo oprócz tego, zeby był to fajny klub wazna była cena. U nas jest bardzo duzo fitness klubów, ale te w centrum są dość drogie. Są "zrobione" na ekskluzywne salony odnowy, dla młodych i bogatych, nieraz bardzo bogatych. A szukałyśmy w centrum, bo mieszkamy na róznych osiedlach-więc szukałyśmy tak by każda z nas miała mniej więcej tyle samo drogi. W czasie tych poszukiwań trafiłam na jedną śmieszną, straszną siłownię. Tylko dla kobiet. Poszłam tam, a tam smród stęchlizny straszny, szatnia metr na dwa metry, a siłownia moze 5 na 5. Trenera zadnego-tylko jedna pani pod sześćdziesiątkę w "recepcji". Pytam się o trenera, a ona mówi, ze ona mi ćwiczenia pokarze!!!ja -oczy w słup. Dobra, machnęłam ręką. Idę ćwiczyć-a tam jedne steper, jeden rowerek, taki kręciołek do ćwiczeń na boczne mięśnie brzucha, jeden atlas i kilka hantli. Maszyny skrzypiące i rozklekotane. A ja zaaferowana wykupiłam karnet od razu na 2 miesiące-przed wejściem. Po "pseudo treningu" wychodząc odebrałam swoja kasę płacąc tylko za jednorazowe wejście. W sali obok zajęcia na piłkach prowadziła gruba instruktorka-jakbym miała taką trenerkę to zero motywacji. Po wyjściu nie mogłyśmy opanować śmiechu z tej "siłowni". Masakra.

W końcu znalazłyśmy fajną i nie tak drogą siłownię. Dodatkowo pracuje tam Mistrzyni Świata w Fitnessie i Kulturystyce, duzo mozna się więc od niej dowiedzieć i nauczyć. Chodzę tam od lutego i efekty widać!!! Tak mi się spodobało, ze jak miałam przerwe na wyjazd do Egiptu i potem troche nie ćwiczyłam, to juz nie mogłam sie doczekać jak wróce na trening. Wciągnęłam się na maksa . W pracy się dziwią, ze cały czas chodzę. Ale ja juz nie wyobrazam sobie zycia bez siłowni. Sposób odżywiania tez do siłowni dostosowuję i sen-bez tego nie byłoby takich efektów. Jak chodziłam na fitness to tak się tym nie interesowałam,a teraz wiem co wspomaga treningi, co jeść, pić czego nie jeść. No uzalezniłam się;)

Jutro jadę rano z kierownikiem "w delegację". Nie przepadam za takimi wyjazdami, ale trudno. Dobrze, ze na 2 dni, przewaznie takie wyjazdy mamy trzydniowe.

A w sobotę idziemy z rodzicami do przyszłych teściów, dogadać szczegóły wesela. Musimy z mama jeszcze zrobić w końcu listę gości z mojej strony.

No to się rozpisałam. Głównie o siłce wyszło;)

Miłego dnia i tygodnia i byle do następnego weekendu;)

G

P. S. Zdjęcie jest z netu-to nie ja.

poniedziałek, 3 października 2011

Po weekendowo




Na początku-czy ktoś może mi poradzić? Cały czas mam jakieś problemy z tym blogerem. Ostatnio nie mogę zamieszczać komentarzy-tak więc nic u Was nie komentuje. No do d... Wpisuję komentarz, a jak klikam żeby go zamieścić to po sekundzie znika. Jakaś czarna dziura.



No a co do weekendu to w piątek byliśmy oglądać jak samolot ląduje i startuje (akurat, ten którym my lecieliśmy). Generalnie myślałam, ze większe zrobi to na mnie wrazenie. A w sobote byliśmy na koncercie Dżemu. Super, bo to nasz ulubiony zespół. I tyle wspomnień się z nim wiąze....No było zajebiście. J dostał bilety z pracy-co jakiś czas, do tej pory na 8 marca jego zakład funduje pracownikom takie koncerty-byliśmu juz na Budce Suflera i Perfekcie. Ponieważ są to występy sponosrowane prze różne zakłady, nie koncerty takie typowo dla fanów tak więc publiczność też różna. Nie mówiąc już o starszych paniach i małych dzieciach na Dżemie zobaczyć można było panienki na różowo poubierane, a J się bardzo śmiał jak chodziły hostessy i próbowały sprzedawać różne gadżety typu królicze uszy, świecące opaski itp badziewia. Ale prawdziwi fani Dżemu tez byli. I co najważniejsze w różnym wieku. Oczywiście głównie młodziez-co pozwoliło mi poczuć się staro. Ale był też np ojciec z córka i oboje spiewali teksty i skakali. Ale i byli tak zwani przez mnie "chłopcy surferowcy", z włosami dłużymi trochę niz Beatelsi, zaczesanymi do przodu od samego czubka głowy, grzywka zaczyna im sie z tyłu. Jakoś totalnie mi sie kojarzy to z surferami z San Francisko z lat 50tych. No więc taki chłopiec z jednej strony skacze, śpiewa i przezywa koncert, a z drugiej co 5 sekund poprawia sobie te mistenie ułożoną fryzurkę. Troszkę mnie to śmieszyło-chłopcy tak wypicowani. Choć oczywiście wszystko ma dawać efekt niedbałości. No ale koncert super. Wypiszczałam, wykrzyczałam się za wszystkie czasy. Myślałam,że w niedzielę starcę głos, ale jest ok. Oprócz tego, że "paniusia" poszła na kocert w butach na obcasach no i w nich skakała. Potem tak mnie nogi bolały, że J kawałek niósł mnie do domu "na barana". Prawa stopa spuchła mi jak bania. Masakra. Wczoraj aż musiałam w balerinach chodzić, bo w inne by mi się stopa nie zmieściła. Niestety smarowanie żelem srednio jej coś dało. Co prawda dziś do pracy doszłam w szpilkach, ale dobrze, że na wszelki wypadek wzięłam sobie baleriny. Mam nadzieję, że to mi przejdzie,choć chyba średnio się na to zanosi, bo nie bardzo ta gula maleje. Ale chciałam to mam. Co do koncertu to staro sięp oczułam, bo tyle dzieciaków, a ja przeciez czuję się młodo, jak dwudziestolatka, tylko, że dla tych dzieci to dwudziestolatka już jest stara. Ach-co do były za czasy licealne, gdy się hulało po różnych tego typu imprezach i wszystko miało taki inny smak. Ale nie wróciłabym do tamtych czasów tak narawdę. No tylko, że "za moich czasów" na koncertach zawsze, ale to zawsze był młyn, było pogo. A w sobotę-no nawet próbowali, ale po chwili przeradzało się to tylko w skakanie. Oj jakbym miała inne buty to bym im pokazała co to pogo. Ogólnie koncert super fajny. Przed koncertem pozwoliliśmy sobie na piwko, potem na następne i w efekcie tego wczoraj tak mnie głowa bolała, że nie mogłam myśleć. Dlatego niedziela spokojna, pojechaliśmy tylko do dwóch sklepów, bo J poszukuje butów na zimę i wróciliśmy do domku, gdzie zmęczenie szybko nas zmorzyło.



A dziś, po miesiacu wakacyjnej przerwy idę na siłownię. Czuję, że brakowało mi tego. W tym tygodniu, po przerwie, żeby rozruszać wszystkie mięśnie trening obwodowy. Jutro pewnie nie będę się mogła ruszyć.



Ponieważ nie mogłam odpowiedzieć na komentarza w komentarzach to:



Zapisane myśli: Mojej mamie też na początku się nie za bardzo podobała, zwłaszcza, że wcześniej mnie widziała w bardziej "tradycyjnych" i była zauroczona, wzruszona i zachwycona. Dlatego też miałam tyle wątpliwości, że wielu osobom może się nie podobać, czy szokować (zwłaszcza chodzi mi o Teściów i siostrę J, bo zdanie innych to już trudno). Ale czuję, że po przymierzeniu tej sukienki nie mogłabym mieć innej, bardziej „tradycyjnej”.



Mademoiselle: Dzięki.



Żono Męża: No właśnie nie była droższa od innych sukien. Fajnie tez, ze w tym sklepie są rózne zniżki np. za zapłatę całości kwoty od razu. Szkoda, że nie było mojego rozmiaru i koloru sukni na manekinie, bo to tez wtedy jest wiele taniej. Np. ta Livia byłaby dla mnie tylko do dopasowania więc zrobiła się o wiele tańsza, no ale jejnie wybrałam.



Kwiatuszku: No do mojej figury idealnie pasuje, bo nie wyszczupla mnie, a też nie jest jakaś wielkalaśna i rozłożysta, ze mnie nie "przytłacza", bo ja jestem drobnej budowy. I pasuje do mojego charakteru.

Pozdrowienia i miłego tygodnia.
Byle do weekendu;)