
No i wczoraj spróbowaliśmy ślimaków.
Poszliśmy wieczorem do Lidla po musli, a tu patrzę, w zarażarce...są...ślimaki:
-Bierzemy?
-Bierzemy!
No i kupiliśmy.
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni i wrzucić ślimoki na 7-10 minut. Przyrządzone były "po burgundzku". Smród czosnku z masłem w całej kuchni (choć ja uwielbiam, uwielbiam czosnek-ten zapach mi nie odpowiadał). Dobra po wyjęciu z piekarnika narodziło się pytanie - jak to zjeść??? Staraliśmy się końcówkami łyżeczek do herbaty wygrzebać ze skorupki to co trzeba było zjeść. Jadłam z zamkniętymi oczami. Jakoś nie mogłam przezwyciężyć wstrętu, gdy wyobrażałam sobie tego ślimaka w skorupce. Sczególnie przy pierwszym było bleee. A co do smaku - wspólnie orzekliśmy - bez rewelacji. Właściwie sam ślimak to nie ma żądnego konkretnegos maku. To przyprawy nadaja mu go. Tak wiec szału nie ma. Choć na pewno zamówione w wykwintnej restauracji były by smaczniejsze, choć pewnie i tak zamykałabym oczy przy jedzeniu. Ale na pewno to nie koniec naszych kulinarnych eksperymentów. Jednak jak narazie sushi i owoce morza są The Best.
A dziś będą klopsiki, z ryżem - raczej bez eksperymentów.
Zwłaszcza, że w końcu mam nadzieję dostać się do lekarza z moją uszkodzoną piętą. Juz od tygodnia prubuję, ale zawsze jakoś nie wychodzi. Mam nadzieję, ze stopy mi nie utną;) Oby szybko dalo się to wyleczyć.
Pozdr wszystkim;)
G